Nowy Dwór Mazowiecki

Kalendarz

Poniedziałek, 20.11.2017 r.  
Anatola, Rafała

:

Menu

Nawigacja

Nawigacja: Strefa Mieszkańca    Honorowi obywatele    Odznaczeni w roku 2002    Ryszard Gołąb   

Treść strony

Ryszard Gołąb

Wątek lat dziecięcych

Rocznik 1931. Znak zodiaku Panna. Pochodził z rodziny robotniczej z powiatu olkuskiego. Czasy są ciężkie, tuż po wielkim, światowym kryzysie. Olbrzymie bezrobocie. Jako trzyletni chłopiec i ze starszym bratem wędruje z rodzicami w okolice Kielc, gdzie ojciec znajduje pracę w kamieniołomach. Ale nie jest tylko robotnikiem. Już w młodości ojciec był zafascynowany wiejską ochotniczą strażą pożarną. W nowym miejscu energicznie zabiera się do jej organizowania i zostaje jej naczelnikiem. Młodemu chłopaczkowi imponuje wspaniały mundur ojca a szczególnie czapka z białym paskiem nad daszkiem i nadany ojcu Brązowy Krzyż Zasługi za zasługi na polu pracy społecznej. Chociaż ojciec miał jedynie podstawowe wykształcenie, w domu znajdują się jakieś książki o patriotycznej treści. Mały czteroletni szkrab wie, że stało się coś niedobrego, że zmarł ktoś bardzo ważny. Dotyczyło to zgonu Józefa Piłsudskiego. A potem w Małej Wiśniówce było odsłonięcie pomnika niepodległości. Wcześnie uczy się czytać. Mimo skromnych zarobków ojciec kupuje chłopcom czasopismo "Płomyk", z którego poznają przede wszystkim historię młodej, kilkunastoletniej niepodległej Polski, nazwiska jakiegoś Traugutta i Kościuszki, brygadiera Piłsudskiego, generała Orlicz-Dreszera, Rydza-Śmigłego i innych. Wyrasta w skromnej ale jednak atmosferze historii i patriotyzmu i uczony jest wiersza:
„Kto ty jesteś?
Polak mały.
Jaki znak Twój?
Orzeł biały".
A w 55. rocznicę heroicznej obrony twierdzy Modlin we wrześniu 1939 r. już jako dorosły mężczyzna, emerytowany oficer Wojska Polskiego recytował przed "Modliniakami", trawestując wiersz Władysława Broniewskiego "Bagnet na Broń":
"Kiedy hitlerowcy przyszli, podpalić dom.
Ten w którym mieszkamy – Polskę".
A potem recytując, wyciągał rękę w kierunku zebranych "Modliniaków" oraz gości i mówił:
"To oni ze snu podnosząc skroń, stanęli u drzwi.
Postawili bagnet na broń.
Nie skąpili krwi".
Bo właśnie na rok przed napadem hitlerowskich Niemiec na Polskę rozpoczoł naukę w wiejskiej szkole, która w pierwszych dniach wojny została zniszczona. W czasie okupacji hitlerowskiej tak w Generalnej Gubernii (bo kieleckie było w G.G.) jak i potem – na ziemiach polskich przyłączonych do Rzeszy (powiat Olkusz, gdzie znalazł się w stronach rodzinnych w grudniu 1940 r.) uczył się w zakresie dopuszczonym przez Niemców dla Polaków, by umieli jako tako czytać i liczyć do "stu". Całą okupację mieszkał na wsi z Mamą, starszym bratem i młodszą siostrą. Ojciec wywieziony został na roboty do Niemiec. Na szczęście niedaleko bo do Bytomia i na ile mógł, odwiedzał rodzinę i przywoził kilka marek i wyproszoną od Niemca dodatkową kartę żywnościową. A życie młodego – dziesięcioletniego czy nawet dwunastoletniego chłopca w czasie okupacji – nie było łatwe, bowiem tylko dzieci w tym wieku względnie łagodnie mogły być potraktowane przez "grenszuców" (der Grenzschutz – straż graniczną), by przekroczyć granicę między Rzeszą a G.G., i za "zorganizowany" towar dostarczony gospodarzom w G.G., przynieść do domu kilka a nawet 10 kg mąki, by starczyło na placek pieczony na blasze paleniska tzw. podpłomyk albo na ciasto na Gody (staropolska nazwa świąt Bożego Narodzenia) czy na Wielkanoc. A szło się jednej nocy w jedną stronę i wracało w drugą noc, pokonując po około 30 do 40 km; czy chodzić jeden lub dwa razy w tygodniu 2 km do jadłodajni, by przynieść 2 litry zupy z karpieli (brukwi) lub raz na miesiąc iść 7 km do stacji, by dojechać pociągiem blisko 30 km do ciotek, które pracowały u Niemca w masarni i jak się udało wynosiły pęto kiełbasy, które zabierał i wracał z tą zdobyczą do domu, drżąc, czy na stacji wyjazdu lub docelowej Niemcy nie urządzą rewizji lub nie natknie się na patrol żandarmerii i nie odbiorą mu tego cennego skarbu. A zdarzyło się tak w drodze z G.G. do domu z mąką i to tuż przed Wielkanocą. Kiedy po pojawieniu się w domu płakał przed Matką i siostrą mówiąc: "Mamo. nie będzie ciasta na święta, bo nas złapali i odebrali wszystko". Matka tuląc chłopaka odpowiedziała: "To nic. To nic. Najważniejsze, że ty wróciłeś i mamy jajka". Albo jak po żniwach – gospodarz, któremu Matka pomagała w żniwach – zezwalał chodzić po ściernisku i zbierać odpadłe kłosy, by wyłuskać z nich ziarno i zemleć je w nielegalnym młynie w specjalnym młynku (podobnym do młynka do kawy tylko trochę większym), bo Niemcy zabrali młynarzowi kamienie młyńskie, lub trzeba było mleć ziarno w żarnach.
Ten okres był dla młodego chłopca wielką szkołą o ogromnym doświadczeniu życiowym. Ale przecież wiek dziecięcy i czas dorastania ma swoje prawa. Oczywiście, że psocił ale i rozczytywał się w przygodach Indian w zachowanych gdzieś w domach, a dostępnych w formie zeszytów opowieściach i także i "Winnetou" ale i w "Pustyni i w puszczy" za sprawą imiennika, kolegi-przyjaciela, syna nauczycielki. Coś tam docierało w tajemnicy do niego o jakichś "chłopcach z lasu", z których działaniami zetknął się w czasie wędrówek przez granicę po mąkę na chleb czy choćby placek pieczony na rozgrzanej płycie glinianego pieca kuchennego albo na tzw. "kozie" czy "żeleźniaku", gdy "partyzanty" walczyli z żandarmami, a na jego i rówieśników głowy oraz kilku kobiet spadały gałązki sosen czy świerków i piach z wybuchów większych pocisków. Bo gdy się szło do Bydlina czy Kobylina po ową mąkę, to szła wielka gromada dzieci i kilka – choć niewiele – kobiet. Żaden mężczyzna, bo w razie "wpadki" dla mężczyzny mogło się to bardzo źle skończyć. Okupację hitlerowską przeżył w biedzie. Widział zabieranych przez hitlerowców, ukrywających się na wsi Żydów i już wtedy szeptano, że zostaną zamordowani. Przeżył aresztowanie starszego brata, któremu jednak nie udowodniono pomocy partyzantom i zwolniono. A rankiem pewnego styczniowego dnia 1945 r. do mieszkania wpadło kilku uzbrojonych lecz obdartych i brudnych hitlerowskich żołnierzy, którzy zachowywali się brutalnie i wykrzykują: "Brot! Brot!, schnell, schnell!" – a kilka godzin później w słoneczne choć mroźne popołudnie (było to 20 stycznia) we wsi pojawili się "Ruscy" i nie wołają o chleb, tylko pytają "kuda, gdie germańcy?". Ludzie się cieszyli, że wreszcie są wolni, że już nie ma Niemców, że to we wsi i w okolicy to już po wojnie. I przez kilka tygodni, gdy w remizie strażackiej Ruscy urządzili magazyn żywnościowy, we wsi panowało nasycanie się – głównie dzieci – marmoladą i sztucznym miodem otrzymywanym od Ruskich w dużych może pięciokilogramowych kostkach-blokach.

Lata młodzieńcze

I wreszcie – mogło to być 10. lub 11. maja – do wsi dotarła wieść – wojna skończyła się!!! – Hitler kaput!. Wieść niesie się po wsi. W ruch idzie alarmowy dzwonek przy remizie strażackiej uruchomiony przez dzieci. Każde chce zadzwonić, lecz dzwonek nie wzywa ludzi do pożogi, tylko obwieszcza wielką nowinę: KONIEC WOJNY!
W lutym lub marcu przyjeżdża ojciec i oświadcza, że ma pracę w Bytomiu, w Zawodowej Straży Pożarnej. Wojna skończyła się 8. (9.) maja, a już 15. po załadowaniu na furmankę niewielkiego dobytku, pod wodzą ojca cała rodzina jedzie w nieznane – na Śląsk, do Bytomia.
Tam zamieszkuje i młody Ryszard. Kończy szkołę powszechną i nawet idzie do liceum. Ale potrzeby życia codziennego wymagają pieniędzy. Zaczyna naukę w szkole przyzakładowej – zwanej przemysłową przy wielkich zakładach metalowych. Tam uczy się zawodu, a za zajęcia praktyczne w fabryce otrzymuje "kilka złotych". Było to już duże wsparcie budżetu rodzinnego.
Życie w dużym mieście toczy się wartko. Uczęszczając do szkoły powszechnej wstępuje do Związku Harcerstwa Polskiego. Jest w nieznanym mu nowym żywiole, w którym jednak czuje się swojsko. Chodzi na zbiórki, na których uczy się musztry wojskowej. Hufiec często uczestniczy w różnych uroczystościach i ulicami miasta maszerują umundurowane i rozśpiewane drużyny harcerek i harcerzy ze swoimi proporcami. Ludzie na ulicach zatrzymu-ją się i klaszczą z uznania. Harcerze uczą się piosenek – także wojskowych, topografii, zwijania koców, pakowania plecaków, "rozbijania" biwaków, zdobywają różnorodne sprawności harcerskie i stopnie. To była duma i chluba każdego harcerza lub harcerki nosić chustę swej drużyny i na pagonach jej numer oraz chwalić się jak największą ilością zdobytych sprawności. Istniała zdrowa rywalizacja o to, która drużyna w hufcu jest najlepsza. I obozy harcerskie. To było życie! – i biwaki, i podchody, i nauka pływania na żaglówce, i marsze wg azymutu, i ten mundur i czapka rogatywka z "lilijką" z trzema literami:
ONC – czyli Ojczyzna, Nauka i Cnota, a na piersi krzyż harcerski, a od pagonu zwisający brązowy sznur – odznaka, że jego posiadacz jest zastępowym – to duży zaszczyt. Tak to młody chłopiec wrastał w poczucie odpowiedzialności i dyscyplinę wyższego już rzędu. W ZHP był akurat do momentu utraty pierwotnych – skautingowych założeń. A w szkole przemysłowej przechodził przysposobienie wojskowe w organizacji Służba Polsce i także mundur i musztra, i strzelanie, i topografia, i biwaki. Czyż piętnasto-szesnastoletni chłopak od roku 1945 do 1950 miał wielki wybór? czy znał się na polityce i miał na nią jakikolwiek wpływ? – a kolegował się z rówieśnikami emigrantami ze Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, których w Bytomiu było co niemiara. I z autochtonami, Ślązakami, chodzili do szkół i żyli w zgodzie i przyjaźni.
W tym czasie czynnie uczestniczy w życiu kulturalnym szkoły i zakładu pracy. Dzisiaj żartuje, że może byłby muzykiem, bo rozpoczął naukę gry na skrzypcach a może aktorem, bo był członkiem zespołu teatralnego w zakładowym domu kultury i zespół z powodzeniem wychodził na festiwalach czy przeglądach teatralnych jak i oczywiście przed lokalną publicznością.
Taka była rzeczywistość. I w tej rzeczywistości uczył się patriotyzmu, ale i połykał bakcyla turysty i rzeczywistego umiłowania Ojczyzny. Przewędrował na "piechotę" i na ro-werze cały Górny Śląsk i Zagłębie od Góry Świętej Anny po Będzin. Z umiłowaniem wczytywał się w polskich – i nie tylko – klasyków literatury. Poznawał historię – tego dla niego umiłowanego kraju: o Cedyni i Grunwaldzie, Lenino ale także Tobruku i Monte Casino i piosenki "Na placówkach po Tobrukiem" i o "Mojej Warszawie", "Marszu Mokotowa" i "Pałacyku Minkla".

Wiek dojrzałości

Trzeba było jednak myśleć o przyszłości. Przez rok pracował jako tokarz i chwalił się tym, że jeszcze w latach 70-tych stanął przy maszynie i nieźle mu szło, że nawet stary wyga w tym zawodzie był zdziwiony. Ale czekała go służba wojskowa. A co po powrocie z wojska? a jak będzie z pracą, gdzie mieszkanie dla własnej rodziny? i wtedy podjął decyzję. Zostaje oficerem. Tak, to prawda – i mówił, że wcale się tego nie wstydzi z czego drwią szydercy i hipokryci, że: "Nie matura lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera". Tak, prawdą jest, że zdobył maturę w czasie służby wojskowej. I nie wstydzi się tego, bo zdobył ją w dobrym stylu. Tak jak i to prawdą jest, że wielu się nie sprawdziło, zeszło na manowce, zaszkodziło opinii o oficerach Wojska Polskiego, tego które istniało w okresie powojennego pięćdziesięciolecia.
Ryszard był dumny, że dosłużył się stopnia podpułkownika. Ale nie to satysfakcjonowało go najbardziej lecz to, że po 36 latach związania się z Modlinem a po 41 latach z Nowym Dworem jako miastem, miał wszędzie, szczególnie wśród wojskowych – przyjaciół, nawet i nowych już po 34 latach służby wojskowej, po odejściu w 1985 roku na emeryturę.
W 2001 roku – jak się to mówi – "strzeliła mu siedemdziesiątka". Z niej 40 (a w br. 41 lat) p r z e ż y ł t u w Nowym Dworze. Tu jak twierdził jest jego miasto rodzinne. Tu przecież przede wszystkim małżonka Ryszarda wychowała dwóch synów, z których są dumni. Tu synowie założyli rodziny i tu Dziadek i Babcia mają swoje wnuczki. Więc jakżeby to miasto nie miało być jego i ich miastem rodzinnym, chociaż jeden syn urodził się w Poznaniu a drugi w Zabrzu. Bo tak rzucał nim los żołnierza zawodowego.

Czas działania i tworzenia

A tu w Nowym Dworze rodziła się nowa pasja Ryszarda: H i s t o r i a   m i a s t a – i to ta pisana przez duże H. Jakiś czas temu przypomniał słowa wielkiego polskiego historyka – Aleksandra Geysztora – "Dzięki historii wiemy kim i gdzie jesteśmy". To fakt, że ta pasja zaczęła się objawiać publicznie po 10 latach zamieszkania. Przez następne 30 lat gromadził materiały o Nowym Dworze z przymiotnikiem Mazowiecki; o samym Nowym Dworze tym historycznym i jego dzielnicach czyli Modlinie Twierdzy i Starym Modlinie. Najpierw zainteresował się Twierdzą. Z prozaicznego wręcz powodu. Gdy skierowano go do służby w Garnizonowym Klubie Oficerskim w Modlinie na stanowisko starszego instruktora kulturalno-oświatowego, po "rozejrzeniu się po okolicy", czyli nie tylko po zapoznaniu się z budynkiem ale po zobaczeniu wielu obiektów fortyfikacyjnych, od nikogo nie mógł dowiedzieć się – jak się to mówi – "co to lub to jest i z czym się to je". Dotarł do jednego z panów o nazwisku Stanisław Lewandowski, który jak się okazało wie i to sporo o twierdzy.
Znalazł zrozumienie u swego bezpośredniego przełożonego mjr. Kazimierza Zielińskiego i dowódcy garnizonu, szczególnie po 1969 r. Zaczął z wymienionymi zaspakajać zapotrzebowania na oprowadzanie delegacji wojskowych. W 1972 wstąpił do Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego, które w swej strukturze posiada specjalistyczną, wysoko wykwalifikowaną kadrę przewodnicką. Długo się uczył i wreszcie w 1977 r. zdał egzamin i złożył przyrzeczenie przewodnickie, otrzymując uprawnienia przewodnickie III klasy. Wraz z innymi tworzy zalążek do dzisiaj działającego koła przewodników pod nazwą "BASTION". Ryszard był motorem napędowym jego działalności. Gdy zaczęło wzrastać zapotrzebowanie na usługi przewodnickie inicjował kursy i szkolił koleżanki i kolegów przewodników po twierdzy modlińskiej. Przyznają oni, że to on przede wszystkim zdobywał materiały. Sam twierdził, że najpierw dotyczące twierdzy modlińskiej i "po drodze" Nowego Dworu. Zgromadził tego materiału niebywałe ilości, penetrując archiwa i biblioteki oraz zbierając relacje. Znajomość przeszłości twierdzy pozwoliła mu w roku 1983 uczestniczyć w zimowej scenerii, w realizowanym przez Redakcję Publicystyki Telewizji Polskiej filmu o Modlinie Twierdzy w cyklu "Polska zimą". W 1985 r. przy jego współautorstwie Krajowa Agencja Wydawnicza wydała zestaw pocztówek w nakładzie 10 000 kompletów, które były do nabycia tylko w księgarni wojskowej w Twierdzy. W 1991 Agencja Wydawnicza MAPLEX a w 1992 r. Warszawskie Centrum Informacji Turystycznej przy jego współudziale wydała plany Nowego Dworu Mazowieckiego. W różnych latach "dobijał się" o prawdę historyczną w nazewnictwie ulic w mieście. W sprawie jednej bez powodzenia, ale obiecał, że będzie o to walczył. Na prośby Urzędu Miejskiego opracował bezinteresownie informacje historyczne i turystyczne do kilku folderów wydawanych przez Urząd i promujących miasto. Jako narrator i scenarzysta, tylko "za dziękuję" uczestniczył w produkcji czterech reportaży realizowanych przez Warszawski Ośrodek Telewizyjny traktujących o historii miasta w różnych jej aspektach. Wielokrotnie występował na antenach różnych radiostacji w tym "Radia Mazowsze" i "Radia Dla Ciebie". Był autorem ponad stu artykułów w prasie lokalnej o historii miasta, a także publicystycznych, z których te pierwsze stały się z jego inicjatywy i współudziale kanwą konkursów dla młodzieży wszystkich typów szkół w mieście, a Nowodworski Ośrodek Kultury zrealizował już 8 jego edycji. Był w roku 1997 konsultantem członków Zarządu Głównego "Stowarzyszenia Miłośników Mazurka Dąbrowskiego" w sprawie tekstu na tablicy upamiętniającej dwusetną rocznicę powstania hymnu polskiego, stworzonego przez Józefa Wybickiego, który m. in. sprawił także, że Nowy Dwór "w przemyślne zamienił miasteczko". Pan Ryszard związany mocnymi więzami z działalnością Oddziału PTTK w Nowym Dworze, trzy razy pełnił funkcję prezesa Zarządu Oddziału, a przez 10 lat był urzędującym Sekretarzem Zarządu. Od 1969 r. mocno związany był ze środowiskami kombatanckimi obrońców twierdzy Modlin z września 1939 r., był motorem sprawczym zmian formuły: dawniej zlotów turystów i kombatantów a od początku lat dziewięćdziesiątych już tylko corocznych kombatanckich spotkań ze zmniejszająca się niestety liczbą jej uczestników, którzy z jego inicjatywy otrzymali: a to opaski stwierdzające, że są "Obrońcami Twierdzy Modlin 1939 r.", to znowu zaprojektowanym przez niego znaczkiem o tym samym charakterze i jak stwierdza, żałuje, że tylko raz – na 55. rocznicę obrony Modlina w 1994 r. udało mu się doprowadzić do ufundowania przez Urząd Miasta medalu wybitego w Mennicy Państwowej, zaprojektowanego przez artystę rzeźbiarza prof. Kazimierza Zielińskiego według wstępnej sugestii pana Gołąba. Medale te wręczono ponad 300. "Modliniakom" przybyłym na to rocz-nicowe spotkanie. Za swoją bezinteresowną, społecznikowską – mówił o sobie, że jest już chyba "ostatnim Mohikaninem" takiej działalności – był wielokrotnie uhonorowywany przez różne władze w tym władze samorządowe. Cenił bardzo odznaki: "Odznakę Honorową Okręgu Warszawskiego PTTK" z 1977 r.; "Zasłużonego Krajoznawcy Wojsk Lotniczych"; złotą "Honorową Odznakę PTTK" nadaną przez Zarząd Główny PTTK; nadaną przez Główny Komitet Turystyki srebrną odznakę "Zasłużony Działacz Turystyki" w roku 1985 i "Za Zasługi dla Turystyki" przyznaną przez Urząd Kultury Fizycznej i Turystyki w 1998 r. ale najcenniejszą dla pana Gołąba jest przyznana mu w na wniosek Warszawskiego Oddziału Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji w listopadzie 2001 r. przez Ministra Kultury R.P. – złota odznaka "ZA OPIEKĘ NAD ZABYTKAMI". Z pamiątkowych wyróżnień wymienia srebrny "Pamiątkowy Pierścień Zaślubin" nadany przez dowódcę 8 Kołobrzeskiej Brygady Zmechanizowanej, która w marcu 1995 r. przejęła tradycje 8 Modlińskiej Dywizji Piechoty z okresu walk o niepodległość z lat 1918 do roku 1945.
Największą jednak satysfakcją napawała go – o czym mówił otwarcie – praca jego życia, tworzona w mozole przez trzy lata, która jest dorobkiem blisko 30 lat wdzierania się w historię tego miasta, które jako nie dla rodowitego Nowodworzanina, stało się jego nowym rodzinnym miastem. Tej satysfakcji dostarczało mu wydanie przez Urząd Miejski "Ilustrowanej monografii Nowego Dworu Mazowieckiego z historią twierdzy Modlin". Jest to – co należy podkreślić – pierwsze, bardzo obszerne kompedium wiedzy o historii i w historii miasta. Pracy tworzonej z potrzeby serca i dlatego autor wprowadza nas w tę historię pierwszą strofą wiersza laureatki nagrody Nobla Wisławy Szymborskiej, w którym słowo: ojczyzna – należy pojmować metaforycznie jako miasto:
"Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam,
radością, smutkiem, dumą, gniewem".
Pan Ryszard był czynnym przewodnikiem terenowym i po mieście i twierdzy oraz społecznikiem pełnym nowych inwencji.
Zmarł 19 listopada 2007r.

Kontakt

Urząd Miejski
w Nowym Dworze Mazowieckim
ul. Zakroczymska 30
05-100 Nowy Dwór Mazowiecki
Tel. (22) 51-22-000,
(22) 51-22-222
Fax (22) 51-22-101
sekretariat@nowydwormaz.pl
pracuje w następujących
godzinach:

poniedziałek:
od godz. 9.00 do 17.00

wtorek, środa, czwartek, piątek
od godz. 8.00 do 16.00

Zadaj pytanie burmistrzowi

Zadaj pytanie Burmistrzowi

Newsletter

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z wydarzeniami

Mapka miasta

Mapka miasta

Intranet

-
ngo
Park Trzech Kultur
Zamówienia poniżej 14 000 Euro w ramach projektu "Poprawa dostępności Nowodworskiej dzielnicy przemysłowej poprzez opracowanie dokumentacji połączenia ulic Granicznej i Przemysłowej"
© 2010-2017 UM w Nowym Dworze Mazowieckim. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Licznik odwiedzin: mamy już 6008725 wejść.